METAMORFOZY PACJENTÓW

Inspirująca metamorfoza Pani Magdy

Czy odchudzanie może być przyjemne? Pani Magda udowadnia, że może. Zobacz, jak udało jej się pozbyć niechcianego „nadbagażu” i jakie triki jej w tym pomogły.

Co było dla Pani tym „zapłonem” do rozpoczęcia diety?

Były dwa główne powody. Pierwszy to pogorszenie kondycji fizycznej, co bardzo przeszkadzało mi w zabawie z wnuczkami, która głównie odbywa się na podłodze (bo tak jest najfajniej 🙂 ).

Drugi – zbyt szybko musiałam rozstać się z nowym ciuszkiem, który choć podobał się nadal, to jednak nie dopinał w kilku miejscach. Samodzielne próby „odtłuszczenia” nie dawały rezultatów, choć nie było w moim jadłospisie zbyt dużo słodyczy czy mięsiwa.

Z miesiąca na miesiąc przybywał kolejny kilogram „z powietrza”, aż synowa zarekomendowała mi Centrum AnMa, dzięki któremu jej dwie znajome schudły po kilkanaście kilogramów.

Czy odchudzanie okazało się dużym wyzwaniem?

Nie odczułam, by dieta była dla mnie wielkim obciążeniem. Wszystko podane było „na tacy”: lista zakupów, szczegółowy jadłospis, kontakt z paniami, które mnie prowadziły. Poza tym zgromadziłam sobie „pomocników”: wagę dietetyczną, aplikacje na smartfona (VitScale, IleWazy.pl itp., których używam do tej pory).

Zawsze lubiłam gotować i eksperymentować w kuchni, więc przygotowywanie posiłków nie było bolesne. Tym bardziej, że można było przygotować posiłki na dwa dni, co oszczędzało czas.

Pokusy w postaci smażonej rybki pojawiły się podczas wakacji nad morzem. Jednak po konsultacji telefonicznej dostałam dyspensę na porcję dorsza z grilla, by tradycji stało się zadość.

Czyli nie taka dieta straszna, jak ją malują?

Moja dieta  przebiegła zdecydowanie bezboleśnie – nie chodziłam głodna, od czerwca do grudnia schudłam prawie 11 kg. Efekty były olbrzymim bodźcem do wytrwania. Najważniejsze, że waga utrzymuje się, choć długa izolacja (bez podjadania) niestety zaowocowała dodatkowym kilogramem.

Jak zmieniły się Pani nawyki żywieniowe?

Przede wszystkim przestrzegam zasady pięciu posiłków dziennie. Piję dużo wody, która jest dla mnie ratunkiem, gdy zaczynam być głodna. Słodycze to głównie fit batoniki, gdy nie mam możliwości zjeść drugiego śniadania czy podwieczorku. Zdecydowanie jem więcej warzyw i dużo mniej mięsa czy wędlin. A co najważniejsze – nie czuję się z tym źle!

Czy było coś, co zaskoczyło Panią w tej diecie?

Największym zaskoczeniem była wielkość porcji, szczególnie obiadowych. Należę do osób, które w zasadzie lubią wszystko (oprócz zup mlecznych, bo z kożuchem), więc dieta, którą mi zaproponowano była bardzo różnorodna i uwzględniająca wszystko, o co poprosiłam. A przede wszystkim była bardzo smakowita! Pokochałam wszelakie kasze i ryże, zarażając tą miłością rodzinę. Ziemniaki, do tej pory dominujące, teraz są okazjonalne i w śladowych ilościach. W trakcie diety wiele też czytałam o zdrowym żywieniu i zgromadziłam sporą bazę przepisów. Do tej pory nadal jednak sięgam do jadłospisów z AnMy, czerpiąc z nich natchnienie dla własnych wariacji.

A co z ćwiczeniami?

Zanim rozpoczęłam dietę, na moją aktywność fizyczną składały się: jazda na rowerze stacjonarnym kilka razy w tygodniu (co było konieczne ze względu na problem z kolanem) oraz „trzęsienie się” na platformie. Czasami odbywałam marsze do lub z pracy (ok. 45 min w szybkim tempie).

Można więc powiedzieć, że cała ta dietetyczna misja zakończyła się sukcesem?

Jestem bardzo zadowolona z efektów – świetnie znów zmieścić się w rzeczy w mniejszym niż XL rozmiarze i miło słuchać komplementów.

Moja dieta była także inspiracją do podjęcia podobnego wyzwania przez znajomych i rodzinę, z równie dobrym skutkiem. Bardzo dziękuję za przesympatyczną atmosferę i profesjonalne zaopiekowanie przez okres spotykania się z Paniami Matyldą Araszkiewicz i Katarzyną Marciniak – DZIĘKUJĘ.

My również bardzo dziękujemy. 😊

Write A Comment